Ostatnia moja podróż była kilkanaście lat temu, żadnego z wrażeń nie zapomniałem, od tego czasu czas nie stał w miejscu. A co tym razem?
Błyskawiczna wizyta, intensywne obcowanie z Manhattanem za dnia i w nocy. Literacko-muzyczną legendą owiany hotel Chelsea, na którego wtedy czasu nie starczyło, a ja w pamięci chowałem, że kiedyś trzeba będzie nadrobić. Migawka z deszczem smaganego zachodniego nabrzeża od strony rzeki Hudson (w tym wyborze się nie zmieściła). Drapacze chmur, pałace kultury i medialne imperia na 5. i 6. Alei. Wciąż jeszcze mocno jak na końcówkę listopada trzymająca się jesień w Central Parku, płynnie przechodząca w przedzimie na działającym już lodowisku. Monumentalna gotycka (żartuję, neogotycka, oczywiście) katedra św. Patryka. Dostojnie prezentujący się w nocy Grand Central Terminal. Wreszcie tętniące życiem serce Manhattanu, czyli Times Square.
Były jeszcze odwiedziny w słynnym MoMA, tej Mekce sztuki nowoczesnej, ale o tym opowiemy sobie osobno.
Marek Szczerbak
Z zawodu ekonomista, z zamiłowania fotoamator. Niczym Jan z Czarnolasu, wiecznie rozdarty pomiędzy (czasem zajmującą, czasem jałową) krzątaniną na dworze a pragnieniem, aby zasiąść pod cienistą lipą, z piórem w jednej ręce, a pucharkiem zacnego miodu w drugiej i kontemplować opadające liście.
Zwolennik zasady, że aparat powinien mieścić się w kieszeni, tak aby chciało się go zabierać wszędzie tam, gdzie warto. Coraz bardziej przekonujący się do łączenia tekstu z obrazem jako formy wyrazu artystycznego.
Autor i niedzielny propagator hasła:
W podróżowaniu jeden jest cel: opisać wszystko w ekskursja.pl.